O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi
Mjuzzik
Moi
Strony
|
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Nowy Rojk
Ok, mamy rok 2012. Hurra albo i co z tego... Wszyscy zawsze robią wielkie halo z tego, że się data zmieniła. A nowy miesiąc świętujecie? A nowy tydzień? Ja wiem, okazja do napicia się zawsze jakaś jest, ale bez przesady. Przestałem obchodzić urodziny, to i nowy rok mnie nie wzrusza. Jakieś tam banały o ciągłym starzeniu się? Od chwili urodzenia z każdym dniem się starzejemy i to bez względu na to czy jest to 31 grudnia czy dajmy na to 12 marca lub 6 października. Najgorsze tylko, że trzeba wrócić do pracy po urlopie (jak ktoś miał). I tak daleko do lata. I ciemno, pochmurno... Nic nie da to całe świętowanie. Natury nie oszukasz...
czwartek, 10 listopada 2011
Nadciągaj, kurwa!
Dotychczasowa jesień była zaskakujaco przyjemna. Zwyczajowa depresja nie przybyła wraz z wrześniem. Przyszedł październik i nic. Później przyszedł listopad i dalej ok. Ale to się chyba zmieni. Już dziś mnie wszyscy wkurwiają i chce mi się tylko spać, a na myśl o jakimkolwiek działaniu z góry mi się odechciewa. Ech.
środa, 02 listopada 2011
Po co istnieć?
Kiedy zakładałem tego bloga, miał on traktować o rzeczach, które lubię. Ponieważ ostatnio niezbyt wiele tu piszę, można dojść do wniosku, że niewiele jest takich rzeczy. Inna możliwość jest taka, że lubię ale nie wierzę w to, że ktoś to będzie chciał czytać. Ostatecznie kto poza mną ekscytuje się tym, co ja? To znaczy w ten sam sposób. Poza tym, jaki ja mam w tym interes? Żeby ktoś się nabijał z moich upodobań, albo komentował w stylu "Wow, ja też to lubię, czad..."? Bycie dorosłym debilem nigdy nie było tak dojmująco gorzkie.
poniedziałek, 11 lipca 2011
poniedziałek, 14 lutego 2011
Facebook czyli kto cię słucha?
Ostatnio eksperymentuję sobie z Facebookiem. Tzn. nabywam znajomych i korzystam z wszelkich funkcji. Zdjęcia, linki, aplikacje, lubię to, sram na to itp. Mój pierwszy wniosek - nie wiem dla kogo to zrobione. Serio, jak naskłada ci się społeczność złożona z rodzinki (zawsze się wpierdolą, a przecież nie odmówisz), kolegów ze szkoły (kłania się naszaklasa), pracy (na szczęście u mnie nie) i innych mniej lub bardziej przypadkowych znajomych, to co masz z tym zrobić? Pisać coś co śmieszy najbliższych znajomych? Reszta nie zrozumie. Podlizywać się rodzince? Reszta pomyśli, że jesteś nudziarzem i ich olewasz. Ponarzekać na pracę? Zwolnią cię. Zapodawać coś, co spodoba się wszystkim znajomym nie da rady. Zawsze ktoś dojdzie do wniosku, że jesteś głeboko zakonspirowanym debilem. Tzn. wszyscy tak myślą, tylko wreszcie dostaną dowody do ręki. W efekcie chyba rzadko kto jest tam sobą. Ja próbowałem, ale reakcje zerowe i myślenie czy przypadkiem pokazując coś co lubię jeszcze bardziej się w oczach "znajomych" nie pogrążam. Ostatecznie bowiem dostajemy zachowawczą papkę. Te same śmieszne filmiki z YouTube'a (sam wysyłałem), demotywatory, linki z innych serwisów oraz wszelkie inne substytuty artykułów śmiesznych, które straszą w domu po każdych wakacjach. Jest drętwo, znajomi się wzajemnie nie znają. Więc jak ktoś skomentuje twój link, to reszta siedzi cicho bo myśli, że to tamten wie o co chodzi, więc co się będą wygłupiać z komentowaniem. Ewentualnie pozostają tzw. typowe reakcje towarzyskie. Czyli przykładowo zdjęcia chwalimy, ze śmiesznych linków się śmiejemy. Jak pojawia się niezrozumiały kod i konteksty, milczymy. Zupełnie jak u cioci na imieninach. Najgorsze, że nie wiadomo jak się z tego wyplątać. Nasząklasę można było spokojnie nie używać, bo to była jednorazowa zabawka typu co się z kim tam stało i jak wygląda po latach. Fejs ma ambicje być pośrednikiem w twoich kontaktach towarzyskich. A ponieważ nie za bardzo wiadomo jak to używać i co przekazywać, wychodzi jak wychodzi. Po prostu kolejny koszmar komunikacyjny. A może po prostu to ja nie wiem co z tym zrobić. Może to służy do jakiejś osobistej inżynierii społecznej i zarządzania znajomościami. Po prostu nie znam się na tym i nie chcę robić z siebie większego kretyna niż już jestem. W końcu stoi za tym moje imię i nazwisko oraz prawdziwe życie.
piątek, 28 stycznia 2011
czwartek, 13 stycznia 2011
Pierdolenieoszopenie
Założyłem jakiś czas temu nowego bloga, ale nie zamierzam go promować ani tu ani nigdzie indziej. Żyję i mam się dobrze. Nie wysypiam się. Idę do dentysty dzisiaj. Pisanie bloga to pojebane zajęcie.
poniedziałek, 06 grudnia 2010
Rozciąganie się w czasie
W tym tygodniu kolejne urodziny. Żeby sztampie stało się zadość, jest to zajebisty moment na podsumowania. Tym razem z tak zwanej perspektywy czasu. Kiedy miałem obchodzić 18. urodziny, miałem ambitny projekt, aby tydzień ten - od poniedziałku do niedzieli - został opisany dzień po dniu jako wielka alegoryczna przypowieść o iluzji stawania się dorosłym. Jak każdy mój projekt literacki, i ten nie wypalił. Głównie przez to, że był to kolejny gówniany tydzień i nic ciekawego się nie zdarzyło. Nic, o czym warto byłoby napisać. Sięgam jednak pamięcią jeszcze głębiej. Pewnie każdy z nas, może oprócz przygłupów, którzy by na to nie wpadli, jako dziecko próbował sobie wyobrazić co będzie robił i jaki będzie w przyszłości. Jaka praca, partner życiowy, koleje życia. Co będę robił jak będę miał 18, 23, 28, 33, 38, 43 itd. lat. Wydawało mi się, że jak będę miał 23 lata to będę poważnym człowiekiem. No a później to już z pewnością. No i jak to wygląda? Praca jest, żona jest, mieszkanie jest, samochód był ale odjechał, dzieci nie ma i dobrze, życie jakoś tam się toczy. Najbardziej doskwiera mi bardzo wczesne wstawanie, którego nigdy nie lubiłem i do którego nigdy się nie przyzwyczaję. Jest to jednak "dorosły" kompromis pomiędzy wysypianiem się a posiadaniem odrobiny wolnego czasu wieczorem. Dalej czuję się jak student, właściwie mentalnie cofnąłem się w rodzaju. Z "dorosłego" dziecka stałem się "zdziecinniałym" dorosłym. Jestem kapryśny, zamknięty w sobie i nie wiadomo o co mi chodzi. Trudno do mnie trafić, a ja nie pomagam. Jakby tego nie opisywać, chyba nie tak sobie wyobrażałem dorosłość. To znaczy myślałem, że będzie to coś bardziej nudnego i obciążonego bezsensownymi obowiązkami. Heh, cóż może wiedzieć dzieciak...
piątek, 19 listopada 2010
Internet jest wielki
Nie wiem kto i nie wiem jak to zrobił, ale moja wczorajsza notka odniosła skutek. Zaczęło działać samo z siebie! W przypadku urządzeń elektronicznych jest to podejrzane. I mimo piętnastu udanych prób ponownego uruchomienia dalej wietrzę spisek. Nie zmienia to faktu że internet jest wielki, bo wystarczy się wyżalić i samo się naprawi. Heh.
czwartek, 18 listopada 2010
Rozżalony
Muszę się gdzieś wyględzić, gdyż ogarnął mnie wkurw. A więc: Kupuję urządzenie, które okazuje się być całkiem fajne i mieć wszystko co potrzeba, poza jedną drobną podstawową funkcją tego urządzenia, bez której eksploatacja nie ma sensu. Oznacza to konieczność reklamacji na tzw. drugi dzień. Oczywiście reklamacja jest przyjęta, wada ewidentna, ok. No to się pocieszyłeś człowieku nowym sprzętem. Mija prawie dwa tygodnie, zamęczam punkt sprzedaży telefonami. Tak, już wraca, ale jeszcze nie dojechało. Tak, coś tam, coś tam. O, właśnie przyjechało. Naprawili, działa, można przyjeżdżać. Szczerze mówiąc trochę się zdziwiłem, gdyż obstawiałem - z uwagi na charakter wady - że urządzenie powinno być wymienione na inny egzemplarz. Ale ok, skoro naprawili... Na miejscu odbieram rzeczone coś. Od razu sprawdzam, działa. No wreszcie, będzie można korzystać, popołudnie z głowy. W domu włączam raz jeszcze. Działa. Super, nie ściemniali. Co prawda w opisie naprawy wspomnieli, że wymienili część XY, która nic mi nie mówi i dali nowe (?) oprogramowanie, ale skoro to zadziałało... Tak sobie kombinuję, o tu coś się zacięło. Jak zrestartujemy, to będzie ok. Co, nie chce być ok? Ups, pokazuje się to samo co za pierwszym razem. Hę, to może przywracamy stan początkowy i restart? Eee, to samo. Kurwa, znowu to samo. Co za pieprzony bubel. Podziałał 4 godziny i znowu ten sam badziew. Mam zamiar zgłosić ponowną reklamację. Coś czuję, że sprawa się zapętli w ten sposób, że znowu po 2 tygodniach będą udawać, że coś naprawili, będzie działać, a potem znowu padnie na ryj. Ale przecież będzie działać... Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr! | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||